Ogłoszenia

Czytelnicy i krytycy!
Ogłaszam, że:
1. W budowie angielska wersja strony.

Archiwum

13.05.2012

Tichy sam w domu czyli długi weekend kota Tichego

Sobota. Ja. No, rano jeszcze byli, ale krótko i stosunkowo nieuciążliwie.

Niedziela. Ja.

Poniedziałek. Ja. W każdym razie do popołudnia, bo potem pojawiły się oznaki czyjejś obecności. Trochę rozpraszające, ale nic strasznego. Zresztą było do przewidzenia, że nie wytrzymają dłużej bez napełniania moich misek. Zwłaszcza catcatcher wydaje się uzależniony od tej czynności.

Wtorek. Ja. Pomijając w każdym razie poranne zamieszanie zanim wyszli. Nie takie rzeczy się przetrzymywało.

Środa. Ja.

Czwartek. Ja. Ale nie do końca dnia. Dało się to jednak jakoś wytrzymać.

Piątek. Ja. Tzn. odkąd minął poranek, który miałem dość pracowity ze względu na konieczność osobistego nadzorowania ruchu odzieży między szafą a torbą.

Sobota. Ja.

Niedziela. Ja. Chociaż nie tylko, gdyż już po dziesiątej lub jedenastej drzemce pośniadaniowej (a więc naprawdę bardzo wcześnie) zorientowałem się, że wracają. Ledwo zdążyłem, przez zwykłą uprzejmość, opróżnić miskę. Więc to miał być ten słynny długi weekend? Nic takiego nadzwyczajnego.




(Długoweekendowe wspomnienia kota Tichego zrekonstruowane po tygodniu badań przez catcatchera.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz