Pojawiły się tu przemycane w mniej lub bardziej zawoalowanej formie sugestie, jakoby kot Tichy miał wrogów i dręczycieli oraz był celem polowania z nagonką. Tak w każdym razie mógłby odebrać niektóre sformułowania postów innych autorów bloga ktoś niewtajemniczony. Mają one przez to, chcę wierzyć, że niezamierzenie, charakter insynuacji, które wymagają zdecydowanego sprostowania.
- Rzekome dręczenie kota polega na pomaganiu mu w dbałości o higienę osobistą i sprawność fizyczną, do czego aż tak bardzo nikt się nie kwapi.
- Polowania na kota z nagonką może i faktycznie odbywają się czasem, może i nawet często (naganiacz nie należy jeszcze do grona autorów bloga ze względu na nie dość doskonałe opanowanie sztuki pisania i czytania), ale są to bezkrwawe łowy (niech kocur łaskawie potwierdzi). Ich efektami -- oprócz przyjemności dla wszystkich uczestników na czele z kotem Tichym -- który dzięki temu ćwiczy umiejętność ukrywania się, kluczenia i mylenia tropów oraz umacnia się (nawet ponad miarę) w poczuciu własnej przebiegłości -- są także, od czasu do czasu, zdjęcia. Pora to wreszcie otwarcie przyznać: jeśli na tym blogu trafi się czasem, zamieszczone przez któregokolwiek z autorów, jakieś szczególnie udane zdjęcie kota Tichego, to można być prawie pewnym, że zostało wykonane przez autora powyższych słów i wykorzystane za jego milczącą zgodą.
Na potwierdzenie poniżej sceny z niektórych polowań. Muszę dawkować w małych porcjach, bo kocur gotów się tu jeszcze zobaczyć i popaść w próżność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz